Forum Strzelcy Kaniowscy - Forum Strona Główna

 Przekroczenie granicy przez I batalion

Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
dj
sympatyk / przyjaciel
sympatyk / przyjaciel


Dołączył: 04 Lip 2006
Posty: 557
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Domaniew k/Pruszkowa

PostWysłany: Pon 14:37, 17 Mar 2008    Temat postu: Przekroczenie granicy przez I batalion

Mało osób wie że I batalion przekroczył granicę niemiecką 1 września 1939, a takie zdarzenie miało miejsce. Za cytuję tu fragment książki "Historia Kaniowszczyków czyli Dzieje 30 Pułku Piechoty Strzelców Kaniowskich" autorzy Wacław Stanisław hr. Godzemba-Wysocki, Marian Domagała-Zamorski
Jest wspomnienie ówczesnego podchorążego - Wacława Stanisława hrabiego Godzemby – Wysockiego


Cytat:
Otrzymaliśmy jeszcze dodatkową porcję amunicji i po dwa granaty. Byliśmy, więc obładowani ponad normę, ale nikt nic nie mówił, nawet chętnie pobierano amunicję. Ostatecznie wyszliśmy po godzinie 9-ej rano w kierunku granicy, odległej o około 10 kilometrów. Jeszcze z radia słyszeliśmy, że wszędzie nasze wojsko stawia zacięty opór. Niemcy zadają ciężkie straty, zmuszają swoją masą do wycofywania się z przygotowanych terenów nadgranicznych. Ale i oni ponoszą straty; nic w Polsce nie bierze się za darmo. Nikt w kraju nie myśli o poddaniu się – Polska to nie Czechosłowacja. Tam szło, jak po maśle a tu krew leje się obustronnie. Tak myśleliśmy w tych pamiętnych chwilach, tuż przed czekającym nas wojennym zadaniem.
Przekraczamy granicę. Około godziny 12-ej batalion dotarł do samej granicy. Jeszcze odprawa u majora, wydanie odpowiedniego rozkazu, tym razem już prawdziwie bojowego natarcia. Widać było polną drogę po drugiej stronie, a za nią łąkę, ginącą w oddali w lasach i zagajnikach. Znajdowaliśmy się na fałdzie terenowej o wysokości około 2-ch metrów nad łąkami. Z jednej strony tej fałdy wznosił się kościół i zabudowania okolone murem. Łąka była już po stronie niemieckiej. Tam, na dalekim horyzoncie, majaczyło kilka domów krytych czerwoną dachówką.
Pierwsza rusza kompania porucznika Karola Langego, przy której będzie major, następnie porucznika Antoniego Raka, czyli moja. Długie miesiące ćwiczeń dały rezultaty, gdy strzelcy ruszyli z całą precyzją według regulaminu wykonując skoki. Nie byliśmy ostrzeliwani.
Batalion wkroczył na odległość około 5-ciu kilometrów w głąb ówczesnych Niemiec i zatrzymał się, osiągnąwszy laski i zagajniki.
Natychmiast wystawiono gęste ubezpieczenia. Batalion rozlokował się w lasku, był dobrze zamaskowany i ukryty. Wkrótce zarządzono wyjście patroli na przedpola. Trasa patrolu, który mi przypadł, była najdłuższa, chyba, dlatego do prowadzenia wyznaczono podchorążego.
Wziąłem sobie 6-ciu ludzi, a ochotników było chyba dwa razy więcej, dostałem mapę, na której pokazano mi zabudowania w terenie, do których miałem dotrzeć, i polecono mi sprawdzić co znajduje się w budynkach, czy jest tam wojsko czy cywile, zameldować co tam zastałem, moje obserwacje. Nie zabawiać
się w strzelaninę. Mapę porucznik mi zabrał. Trasa naszego patrolu wysuwała nas conajmniej dwa kilometry przed batalion, który czekał na wyniki rozpoznania. Przy wychodzeniu z lasków kazałem zdjąć bagnety, co wykonano ze zdziwieniem. Wyjaśniłem, że jesteśmy jeszcze oświetleni zachodzącym słońcem i jego odblask nas zdradza. Osiągnęliśmy punkt nakazany rozkazem, ostrożnie zbadaliśmy gospodarstwo i pozostałe zabudowania. Nigdzie nikogo nie było, nawet nie było psów. Na drzwiach wejściowych błyszczały tabliczki mosiężne z nazwiskami pisanymi ozdobnym gotykiem, nazwiska niemieckie. Wszyscy albo pouciekali, albo zostali wyewakuowani. Po penetracji wróciliśmy, patrole z innych kompanii przyszły przed nami, miały wyznaczone bliższe cele. Meldowały to samo: „ teren bez ludzi”.
Zrobiło się tymczasem ciemno. Major kazał, jak zwykle w nocy, zmniejszyć odległość między oddziałami. Całość odpoczywała, większość drzemała. Czuć było, że na coś czekamy. Około godziny 22.30 major Kamiński znajdował się przy radiostacji. Pod brezentem „drucik” obsługujący aparat. Nagle spod brezentu wyciągnięta ręka dała znak zapraszający do środka. Major natychmiast wślizgnął się pod plandekę radiostacji. Radiostacja uzyskała łączność z pułkiem i major mógł przeprowadzić rozmowę. Była ona szyfrowana. Słychać było podawane szyfrem cyfry, czasem słowa bez sensu i związku; były również przerwy. Trwało to wszystko około 15-tu minut.
Wreszcie ukazał się major, w poświacie księżycowej dobrze widoczny. Ruchy jego wskazywały, że musiał być mocno podniecony. Byłem najbliżej. Major zbulwersowany widocznie rozmową odczuwać musiał wielką chęć podzielenia się tym co usłyszał z bliskimi mu osobami.
„Jesteśmy już tak daleko za granicą, jesteśmy w Reichu i nie wolno mi tego wykorzystać”.
Mówił dalej, że tak łatwo stąd uderzyć na Niemców, oni się niczego nie spodziewają. Jednostka nasza nie jest wykryta. Podchorąży, byłeś na patrolu, meldowałeś, że nikogo nie ma. Uderzenie nasze na którąś z linii komunikacyjnych, na zapleczu już frontu niemieckiego, dałoby wiele korzyści bezpośrednich dla walczącego naszego wojska. 10-ta Dywizja Strzelców Kaniowskich Armii „ Łódź”, do której należymy, bije się już w
odległości około 50-ciu kilometrów od nas na linii Warty, tam gdzie jest Sieradz, aż po Złoczew. Jakie zamieszanie wśród Niemców wywołałby nasz atak i zaczepne działania – jakie
musieliby Niemcy odwołać siły, aby nas zlikwidować? My tu znamy wszystko, oni nic. Wymykać się w tych lasach potrafilibyśmy z pewnością, część po paru dniach wróciłaby do pułku, przecież teraz czas bardzo się liczy. Rozżalony major wspomniał, że 1200 chłopa /żołnierzy/ do obrony bunkrów betonowych pod Sieradzem jest cenne, ale akcja tych ludzi, przeprowadzona na tyłach uderzających Niemców miałaby bez porównania większe znaczenie wojenne. Ale, jak rozkaz - to ja go wykonam.
Batalion zawraca. Major Kamiński oddalił się, na odchodnym jeszcze powiedział, abym sobie z kolegami coś zjadł, i abyśmy wzięli nogi w górę, bo po godzinie 24-ej pomaszerujemy do Sieradza dla wzmocnienia jego obrony. Na oko będzie to około 70 kilometrów. Marsz będzie w tempie przyspieszonym.
Nikt z nas wówczas nie przypuszczał, że właśnie nasz batalion 30-go pułku Strzelców Kaniowskich może należeć do paru wyjątkowych, prawdziwych unikatów, polskich jednostek, które znalazły się we wrześniu 1939 roku w Reichu, w akcji bojowej.
Tak, więc nasz warszawski pułk, wchodzący w skład 10-ej Dywizji Armii „Łódź”, był około 14 godzin na terenie nieprzyjaciela, a punktem wyjścia z kraju na teren niemiecki była miejscowość /osada/ Myślniew.
Odwrót nasz, w celu połączenia się z pułkiem w Sieradzu, odbywał się drogami polnymi, bo teren, tak po stronie niemieckiej, jak i polskiej, był pozbawiony wsi, nawet pojedynczych gospodarstw; nie natrafiliśmy początkowo na żadne osiedla.
Dopiero po dwóch godzinach marszu często przedzieraniu się przez zarośla i gęstwiny, pojawiły się osiedla zapewne bez ludzi / bo już nie badaliśmy, czy są mieszkańcy, czy ich nie ma/. W tych okolicznościach zapamiętanie mijanych miejscowości było zupełnie niemożliwe. Gdy nareszcie wydostaliśmy się na szosę prowadzącą w kierunku Sieradza, można było odczytać nazwy – były one już na mapie. Później, w czasie powrotnego marszu batalionu, już po polskiej stronie w
kierunku Sieradza, major wypowiedział przy mnie wciąż jeszcze niewygasłą, nurtującą go myśl: „ Ja z takimi chłopcami, jacy są w batalionie, narobiłbym Niemcom niezgorszego bigosu, jaki na naszych oczach zgotowali im nasi lotnicy /było to po wspaniałym zwycięstwie polskich lotników w przygranicznej bitwie powietrznej nad lotniczym zagonem niemieckim/.
Uważam, że zmarnowana została wielka szansa, jaką w walkach nad granicą miał 30-ty pułk Strzelców Kaniowskich. Ale dyscyplina to podstawa wojska i ja jej przestrzegam, wymagam tego od innych, muszę także jej podlegać”.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JanuszMatusiak



Dołączył: 24 Cze 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mam sypialnię w Żyrardowie

PostWysłany: Śro 16:53, 24 Cze 2009    Temat postu:

Żadne materiały źródłowe nie potwierdzają tych rewelacji. Panu hrabiemu coś się pomerdało. 1 września 30 pSK obsadzał linię główną na Warcie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bolas
kapral podchorąży
kapral podchorąży


Dołączył: 05 Sie 2005
Posty: 13030
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: II Rzeczpospolita

PostWysłany: Śro 17:07, 24 Cze 2009    Temat postu:

Temat warty zbadania. Pojawiła się u nas luźna koncepcja odbycia marszu pieszego śladami tego wypadu. Jak damy radę czasowo to jeszcze w tym roku.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
dj
sympatyk / przyjaciel
sympatyk / przyjaciel


Dołączył: 04 Lip 2006
Posty: 557
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Domaniew k/Pruszkowa

PostWysłany: Śro 20:18, 24 Cze 2009    Temat postu:

JanuszMatusiak napisał:
Żadne materiały źródłowe nie potwierdzają tych rewelacji. Panu hrabiemu coś się pomerdało. 1 września 30 pSK obsadzał linię główną na Warcie.

Może sam wypad to i wymysł pana hrabiego ale w nocy z 1 na 2 września 30pSK przemaszerował 10 km na północ od Złoczewa.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ArturSz



Dołączył: 19 Sty 2009
Posty: 44
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: SH CYTADELA

PostWysłany: Śro 22:26, 24 Cze 2009    Temat postu:

Jesli dobrze zapamiętałem z lektury ksiażki, to ów wypad jest datowany na 2 września 1939.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JanuszMatusiak



Dołączył: 24 Cze 2009
Posty: 16
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mam sypialnię w Żyrardowie

PostWysłany: Czw 14:58, 25 Cze 2009    Temat postu:

Wypad był, ale 3 września o świcie i nie za granicę, tylko uderzenie w bok niemieckich oddziałów. W efekcie trafiło w próżnię

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Partyzant
kapral
kapral


Dołączył: 29 Lip 2008
Posty: 841
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ostrzeszów

PostWysłany: Czw 21:22, 29 Kwi 2010    Temat postu:

Korzystając dzisiaj z wolnego późnego popołudnia, zrobiłem mały rekonesans w miejscu gdzie I Batalion przekroczył granicę, to co zastałem zgadza się z powyższym opisem, Batalion nie został wykryty i nie miał kontaktu bojowego z wrogiem ponieważ przeprowadził rozpoznanie na obszarze znajdującym się pomiędzy dwoma kierunkami niemieckiego natarcia pierwszym na trasie Syców-Ostrzeszów, drugim na trasie Międzybórz-Mikstat.
W dzisiejszym położeniu Myślniew Prawdopodobnie znajduje się już po byłej stronie niemieckiej granicy natomiast wspomniany kościółek przed miejscowością po stronie polskiej.
Wokół lasy i liczne zagajniki.
Poniżej zdjęcia:
Fałda terenowa na której zatrzymali się żołnierze batalionu (na zdjęciu tylko jej skrawek, dalej ciągnie się w lewo i ma wysokość około dwóch metrów)



Widok z fałdy na kościółek



kościółek w zbliżeniu



Widok z fałdy na dzisiejszy Myślniew, zabudowań naturalnie nieco więcej
Widoczna także wspomniana droga, dziś już asfaltowa.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Bobby
strzelec
strzelec


Dołączył: 12 Lis 2007
Posty: 1870
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: Sieradz

PostWysłany: Czw 22:40, 29 Kwi 2010    Temat postu:

Fajna foto relacja choć jak dla mnie mogłoby być więcej zdjęć Wink

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ArturSz



Dołączył: 19 Sty 2009
Posty: 44
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: SH CYTADELA

PostWysłany: Pon 0:33, 03 Maj 2010    Temat postu:

Super! Mnie jak na to patrzę już "nogi swędzą"... Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Partyzant
kapral
kapral


Dołączył: 29 Lip 2008
Posty: 841
Przeczytał: 5 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ostrzeszów

PostWysłany: Pon 18:25, 03 Maj 2010    Temat postu:

Dziś skonfrontowałem zapiski dotyczące przekroczenia granicy przez I Batalion z polską mapą wojskową z 1934 roku, żeby uzyskać pełniejszy obraz całej sytuacji i muszę przyznać, że ciut się to wszystko pogmatwało.
Osada Myślniew znajduje się około 6-7 km od ówczesnej granicy polsko niemieckiej, a kościołów według tej mapy przy granicy niebyło, jedyny w okolicy działania batalionu znajduje się właśnie w myślniewie, trudno więc ustalić czy batalion granicę przekroczył.
Niemieckie domy na które natrafiali polscy żołnierze musiały się znajdować po polskiej stronie, gdzie w strefie przygranicznej mieszkało bardzo wielu niemców.
Podsumowując, jeżeli nasi przekroczyli granicę, to według mnie zrobili to na nieznaczną odległość.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
bolas
kapral podchorąży
kapral podchorąży


Dołączył: 05 Sie 2005
Posty: 13030
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 27 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: II Rzeczpospolita

PostWysłany: Pon 20:52, 03 Maj 2010    Temat postu:

W sumie można by kiedyś zrobić jakiś marsz tym szlakiem Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kajko



Dołączył: 17 Kwi 2012
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 11:42, 17 Kwi 2012    Temat postu:

Witam piszę bo mój dziadek był w jednym z pułków Kaniowskich wiem z opowiadań że szli w stronę granicy ale na wschód resztki plutonu dotarły do Kowla gdzie mieli czekać na transport do Rumuni dziadek mój był dowódcą zwiadu Iplutonu nie mam żadnych pamiątek i w jakim był stopniu miał maturę więc myśle że nie był zwykłym szeregowcem pojawia się w spisie nazwisko Tomczak mój dziadek nazywał się Stefan Tomczyk ur 17.05.1905r pochodził z Michałowa koło Zduńskiej Woli przez wiele lat
dziadek był w posiadaniu siodła i szabli oficerskiej i pieścił te przedmioty jak jakieś relikwie nikt nie miał prawa ruszyć tego po przeprowadzeniu się do Zduńskiej Woli ktoś się nie bał i podwinoł ale wiem że uciekali w trójkę z pod Kowla był z nim Skotnicki wiem z opowiadania że był ranny ale z tego co pamiętam to spotykali się po wojnie trzecim był nauczyciel histori ze Zduńskiej Woli z opowiadań wiem że tam było więcej pułków wszyscy trafili do sowieckiej niewoli z dziadka plutonu udało się uciec tylko im. Szukam informacji na ten temat jeszcze jedna informacja
gdy był kręcony film Jeszcze słychać śpiew i rżenie koni " do dziadka przyjechał jakiś gość i się wypytywał o szczeguły walki pod Mokrą .


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Strzelcy Kaniowscy - Forum Strona Główna -> 30 pułk Strzelców Kaniowskich 1919-1939 Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
gGreen v1.3 // Theme created by Sopel & Programosy
Regulamin